Autostopem dookoła Islandii – TYDZIEN 1

Wodospadów jest tu podobno więcej niż ludzi, widoki z każdej drogi zapierają dech w piersi, zjawisk geologicznych starczyłoby na stworzenie kilku tomów encyklopedii, a otwartością i uprzejmością mieszkańców można by obdarować cały świat. Islandia jest krajem zaskakującym na każdym kroku. Pogoda jest jeszcze bardziej zmienna niż kobieta, a najdroższą wodę z lodowca można pić prosto z kranu. Zapraszam na relację z podróży dookoła Islandii – kraju, gdzie księżycowy krajobraz łączy się z zielonymi wzgórzami, morzem, lodowcami, wulkanami, gorącymi źródłami, niezliczonymi rzekami i jeziorami.
Pierwsze zetknięcie z Islandią to raczej szok związany z zimnem, wiatrem i nieskończoną przestrzenią. Potwierdzają się opinię, że o autostop tu nietrudno. Pod Reykjavik dostajemy się z duńskim profesorem od zmian klimatu. Podobno zielona trawa w maju to coś niezwykłego. Nas jej obecność raczej cieszy niż zadziwia. Reykjavik to wysoce przeciętne miasto. Wiadomo…na Islandię nie przyjeżdża się dla miast, pubów, czy shoppingu. Choć i to miejsce potrafi zaskoczyć (tym razem jednak mniej pozytywnie). Żeby to chłopak nie mógł zostawić na chwile dziewczyny samej, bo ta od razu dostaje propozycję w stylu: „Sorry, do you want sex with me?” Tak prosto z mostu, żeby od razu zwalić z nóg.

Kolejny dzień zapowiada się obiecująco. Słońce świeci, pierwszy stop złapany dość szybko. Po ok. pół godzinie stajemy już w miejscu, gdzie pod stopami rozgrywają się najpotężniejsze zjawiska tektoniczne. W Parku Narodowym Pingvellir stykają się 2 płyty tektoniczne. Przechadzamy się wielkim ryftem z wyrastającymi po bokach skałami – amerykańskimi z jednej i euroazjatyckimi z drugiej strony.

Obrazek
Obrazek

Jako że świat jest naprawdę mały kolejną podwózkę zyskujemy od Rosjan z którymi przylecieliśmy tym samym samolotem. Miało być tylko do Geysir, a tu pół dnia spędzone na wspólnym zwiedzaniu.

Obrazek
Obrazek
Obrazek

W dalszej części programu naszej polsko-rosyjskiej wycieczki jest wodospad Gulfoss. Jego potęga naprawdę robi wrażenie. Do tego 2 tęcze i mamy gotowy kadr na zdjęcie roku.

ObrazekOstatni wspólny punkt to Kerid – stożek wulkanu z typowym jeziorem kraterowym. Wspólne zdjęcie na pożegnanie i rozjeżdżamy się w swoje strony. Do Selfoss docieramy wieczorem.
ObrazekRozbijamy namiot przy kościele i zasypiamy z głowami pełnymi wrażeń i widoków.

Jeśli chodzi o autostop, trafiamy raczej na turystów. Co za tym idzie mamy podobne trasy zwiedzania. Tak więc przez 3 kolejne dni zwiedzamy niezliczoną ilość atrakcji w doborowym polsko-amerykańsko-iracko-syryjskim towarzystwie. Fakt że przez to trochę odzwyczailiśmy się od plecaków, ale patrząc później na apokaliptyczne śnieżyce i zerowe temperatury gdzieś w górach na wschodzie, dziękowaliśmy że nie musimy łapać stopa w tym rejonie.Obrazek Wspólne zwiedzanie zaczęliśmy od Seljalandsfoss. Stajemy za wodną kurtyną i po raz pierwszy podziwiamy świat zza wodospadu. Dla odmiany kolejnym przystankiem jest wodospad. Swoją drogą po pewnym czasie przestaje się zwracać uwagę na mniejsze wodospady. Jest ich tak wiele, że musiałabym jeździć z aparatem przyklejonym do ręki. W Polsce ustawiałaby się kolejka do kasy biletowej, a tu to po prostu kolejny wodospad na działce za domem.

Obrazek

Żeby nie było tak monotonnie, pora zwiedzić coś antropogenicznego pochodzenia. Wrak amerykańskiego samolotu z lat 70-tych wart jest pokonania sporej odległości w głąb czarnej , żwirowej plaży. A że owa plaża poprzecinana jest licznymi rzekami i potokami, trzeba pobawić się w Beara Grylls’a, zdjąć buty, podwinąć nogawki i przejść przez rzekę. Palce zdrętwiały, ale za to zyskujemy kolejny level globtroterstwa.

Obrazek

ObrazekCo do samego samolotu, atrakcja warta odwiedzenia. Zwłaszcza, że otacza go ta ogromna pustka smagana islandzkimi wiatrami. Co do napisów „tu byłem – Arnold”, zgadnijcie czego jest najwięcej? Tak jest…z każdej strony samolotu znaleźć można Kalisz, Warszawę, Skierniewice.
ObrazekDzień kończymy w miejscowości Vik z namiotem rozbitym u podnóża zielonej skarpy. Adasiowym zdaniem „wyglądam jak Ferdek i przysposobiłem się no snu”, kończymy dzień i grzecznie zasypiamy wśród odgłosów jakiegoś dziwnego ptactwa.

Takiego kombosa nieprzeciętnych widoków to jeszcze w życiu nie mieliśmy. Wyobraźcie sobie, że na 18-te urodziny dostajecie samochód. Czujecie to?! No…no to tak wyglądały nasze twarze gdy stąpaliśmy po jęzorze lodowca Vatnajokull lub gdy staliśmy na brzegu jeziora lodowcowego z błękitnymi fragmentami lodu niepostrzeżenie dryfującymi w kierunku oceanu.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
ObrazekZ resztą już sama droga wzdłuż wzgórz Parku Narodowego Vatnajokull to nie lada atrakcja. Do tego ośnieżone szczyty na horyzoncie i gra świateł dzięki wyśmienitej pogodzie. Na 100% zamarzliśmy gdzieś po drodze i jesteśmy w raju.
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Lodowa sceneria nie opuszcza nas i kolejnego dnia. Choć ta jest już mniej wskazana. Po porannym załapaniu się na darmowe śniadanko w hostelu, w stałym pięcioosobowym składzie ruszamy odkryć kolejne wodospady. Droga do Selfoss i Detifoss była sporym wyzwaniem. Fragment głównej drogi nr 1 wiodącej przez wyższe partie gór, był kompletnie zasypany śniegiem. Biało po horyzont. W sumie horyzontu to nawet nie widać. Brakuje tylko niedźwiedzi polarnych do wypełnienia pejzażu. Tej nocy sprawdzamy czy to co napisane na śpiworach to nie tylko chwyt reklamowy. Mój śpiwór osiągnął „low temperature”, ale -3C nie dało szans Adamowi i jego super skompresowanemu śpiworowi. Poranny śnieg spowodował natychmiastowe wepchanie się Adasia do mojego przytulnego schronu.

Obrazek

Pogoda na północnym wschodzie jest naprawdę kiepska. Taka szara, kiepska polska zima. Trzeba uciekać bardziej na zachód. Zanim to nastąpi, kilka „must see” do odhaczenia. Przede wszystkim Hverir. Wszystko tam aż kipi pod stopami. To kolejne miejsce na wyspie, gdzie przechodzi ryft środkowo atlantycki. Dowodem na stałą pracę płyt tektonicznych są liczne gorące źródła, fumarole, solfatary, wyziewy gazów, których zapach odrzuca z kilometra (trochę rozpędzam się z tą nomenklaturą, ale przynajmniej profesor od geologii byłby dumny, że jeszcze coś pamiętam). Góry parują, ziemia aż syczy, a my stoimy na najbardziej aktywnym sejsmicznie skrawku Islandii.
Obrazek
Islandia autostop
Obrazek
Islandia gorące źródła
Isslandia gorące źródła

Obrazek

Jako że Islandia wyspą jest niedużą, ponownie spotykamy naszą międzynarodową ekipę. Tym razem wspólnie jedziemy do Hverfiall – wygasłego wulkanu, który pozwala wejść na swój szczyt i podziwiać panoramę jeziora Myvatn.
Obrazek Tuż obok znajduje się inna geologiczna ciekawostka. Dimmuborgir to według legendy miejsce zamieszkałe przez trole. W rzeczywistości to wymyślne formacje skalne utworzone przez zastygłą lawę.
Obrazek

W lecie jezioro Myvatn i jego okolica mieni się zielenią, pełne jest turystów i denerwujących muszek. My niestety napotykamy zimową aurę. Spędzamy tu więc nieco mniej czasu niż zaplanowaliśmy. Po około 30 minutach łapania stopa, trafiamy na szwajcarską parę. Jako że wszyscy turyści mają podobne plany zwiedzania, zyskujemy podwózkę do pobliskich pseudokraterów oraz wodospadu Godafoss. Według legendy po przejściu mieszkańców na chrześcijańską stronę mocy, wszystkie posągi pogańskich bożków wrzucone zostały do wodospadu. Sama atrakcja godna jest odwiedzenia. Potężne ilości wody spadają z szerokiej kaskady i płyną dalej bazaltowym wąwozem.
ObrazekObrazek

Tydzień pod namiotem w zimowej aurze dał się we znaki. Tę noc postanawiamy więc spędzić w hostelu w Akureyri. Za 16 euro zyskujemy ciepłe łóżko, prysznic, piwo i jutrzejszą podwózkę dzięki spotkanym Polakom.

Czytaj dalej: Autostopem dookoła Islandii tydzień 2

16 thoughts on “Autostopem dookoła Islandii – TYDZIEN 1

  1. „… lodowca Vatnajokull lub gry staliśmy na…” – gdy
    Super zdjęcia! Jestem pod wrażeniem. I pomijając temperaturę, szczerze zazdroszczę. Lodowiec to szaaał. Tylko dla tych kawałów lodu powinno się zobaczyć tą „zmarzlinę” .

  2. Pani Joanno i Panie Adamie’ dziękuję serdecznie za możliwość zwiedzania razem z Wami pięknego
    świata. Serdecznie pozdrawiam.

  3. Piękna wyprawa! Zazdroszczę i podziwiam 🙂 Nie wiem czy piszecie po angielsku, ale jeśli mielibyście ochotę opublikować jakąś historię o Waszej podróży autostopem przez Islandię i w ten sposób wypromować bloga i dotrzeć do szerszej publiczności, to jesteśmy otwarci 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *