Autostopem dookoła Islandii – TYDZIEN 3

Kolejny tydzień chłodnych nocy pod namiotem, kanapek z pasztetem i tym podobnymi rarytasami i „rice day” co drugi dzień. Teraz druga strona medalu. Kolejny tydzień nieprzeciętnych widoków, przeżyć, kolejne historie do opowiedzenia i ciekawi ludzie spotkani na drodze.

Rozpoczynamy od wesołej pary Rosjan. Jako że pogoda o dziwo wciąż jest słoneczna, pełni entuzjazmu jedziemy na podbój kolejnego regionu. Półwysep Snafalsjokull nazywany jest Islandią w miniaturze.
Islandia autostopem

Można powiedzieć, że powoli robi się to monotonne. Nie to, że 3 atrakcje w kraju będące mekką turystów i głównym celem ruchu turystycznego. Tu każdy rejon jest mekką! Wszystko powinno być „must see”! Rosyjski plan wycieczki jest dość napięty.
Islandia autostopem

Miasto Rif – właśnie tam znajduje się chyba muzeum wielorybnictwa, bo w koło porozrzucane są szczątki tego wielkiego ssaka
Islandia autostopem

Rufubjarg – klify jak z Mordoru, gdzie zamiast Orków latają tysiące ptaków.
Islandia autostopem

Saxhell – wulkan z postrzępionym koroną, z którego szczytu rozciągają się niekończące się pola lawowe i kilka starych kalder wulkanicznych.
Islandia autostopem

Lodowiec Snafelsjokull – Mimo obaw męża, rosyjskie „pojechali!” profesorki prawa otwiera drogę do lodowca. Niestety obawy męża nie były bezpodstawne. W połowie droga zasypana jest śniegiem więc nici ze spaceru po lodowcu.

Islandia autostopem

Droga powrotna przez środek półwyspu to całkowicie dzikie, prehistoryczne rejony z ogromnymi polami zastygłej lawy, wygasłymi wulkanami o czerwonej barwie, jeziorami, których widok nasuwa na myśl obrazy z filmów dokumentalnych o życiu prehistorycznych gadów.

Deszcz padający poziomo

Powoli niepokoi nas kolejny dzień słońca przebijającego się przez ściany namiotu. Czy to aby na pewno TA Islandia z deszczem padającym horyzontalnie? Szczęście trzyma się nas kurczowo. Krótka jazda pierwszym złapanym w życiu camperem, spotkanie poznanych już wcześniej Szwajcarów i już podziwiamy kolejne wodospady. Tym razem mają jednak inny charakter. Nazywane wodospadami lawowymi rozciągają się niewysokimi kaskadami. Niesamowity błękit wody robi na nas ogromne wrażenie.
Islandia autostopem

Wyjątkowe miejsce jakim jest Deildantunguhver pokazuje jak silna potrafi być przyroda. Rzeka o temperaturze 100C zasila w ciepłą wodę pobliskie miasta i wsie. A wszystko dzięki siłom natury.
Islandia autostopem

Ostatni punkt, który zatoczyć miał koło wokół wyspy jest Glymur – najwyższy wodospad na wyspie. Chyba nie jest zbyt popularny, bo 1/3 drogi pokonujemy pieszo. Może na małą popularność wpływa fakt, że do samego wodospadu trzeba przejść 2 km na sam jego szczyt (196m). Można wybrać między dwoma drogami. Oczywiście nie trafiliśmy i wodospad oglądamy z tej gorszej strony.
Islandia autostopem

Panorama na całą kaskadę widoczna jest po drugiej stronie rzeki, którą trzeba pokonać mostem zbudowanym z …drewnianego bala szerokości stopy i metalowej liny. Z kilkunastokilogramowym plecakiem i reklamówką Bonusa, zapewne zakończylibyśmy raftingiem u wylotu rzeki do fiordu.
Islandia autostopem Tak czy inaczej widok z góry na całą dolinę, głęboki kanion rzeki i fiord wynagradza trud wspinaczki przez chaszcze. Warto było, choć zapewne wzbogaciłam słownik wulgaryzmów o nowe pozycje.
Islandia autostopem

Czy ja pisałam przed chwilą o wyjątkowo nieislandzkiej pogodzie?No to wykrakałam. Po całodniowym biwakowaniu we fiordzie nad rzeczką opodal krzaczka, o poranku budzi nas huragan. Wiatr miota namiotem w każdą stronę, deszcz pada horyzontalnie. Chyba nie jesteśmy tu mile widziani. Przy próbie wydostania się z fiordu mijamy małe tornada wodne, wiatr nie pozwala iść przed siebie i rozrywa mi słodkie, czerwone ponczo. Deszcz nie opuszcza nas i przez kolejne kilkanaście godzin. Noc spędzamy na bagnach w Akranes. Tyle na temat szczęścia do pogody.

Jako że kolejny dzień jest wyjątkowo islandzki, postanawiamy zaszaleć i poszukać hostelu. Dzięki urokowi osobistemu i odegraniu scenki w stylu „jutro mamy samolot i  nie posiadamy aż 4000 koron”, dostajemy przydział na własny pokój za połowę ceny.

Po równych 3 tygodniach zatoczyliśmy pełne koło. Powrócili do Reykjaviku po pamiątki i islandzkie swetry. Wrócili z zardzewiałą podkową, która ma przynosić szczęście i bez swetrów. 30 000 koron to ja nawet na euro nie umiem przeliczyć.

Czytaj dalej: Autostopem dookoła Islandii tydzień 4

4 thoughts on “Autostopem dookoła Islandii – TYDZIEN 3

  1. Chociaż opowieść o waszych islandzkich wojażach znam już z pierwszej ręki, z niecierpliwością czekam na ich czwartą blogową odsłonę 🙂
    Świetne zdjęcia!

  2. Gdybym miała tyle lat co Wy /mam 80 lat/ oraz możliwość przekraczania granic bez przeszkód jak dziś’
    wyruszyłabym w taką ciekawą podróż. I tak jestem z Wami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *