Jak wspólne podróżowanie wpływa na związek? Trochę mądrości, trochę prywaty

Kiedy 5 lat temu spotkaliśmy się na przystanku w drodze na festiwal podróżniczy, od razu było widać, że nadajemy na tych samych falach. To samo podejście do życia, ten sam styl podróżowania , tak podobna lista marzeń. W końcu idealni partnerzy do autostopowych wojaży przeszli na wyższy level znajomości. Śmiem twierdzić, że w dużej mierze dzięki podróżom. A na dodatek w trakcie podróży.

Podobno z Indiami jest tak, że albo się je kocha, albo nienawidzi. Z podróżowaniem w parze jest podobnie. Albo się znienawidzicie i raz na zawsze skasujecie swoje numery, albo będziecie żyli długo i szczęśliwie przez następne 80 lat. Bo w czasie podróży wszystko wyłazi na wierzch. To taki ekshibicjonizm ludzkiej natury. Nie da się przecież udawać 24 godziny na dobę w różnych, nierzadko skrajnych sytuacjach. Zobaczysz jak on zachowuje się, kiedy jest wkurzony, i kiedy ona jest głodna. Zobaczysz, czy ona woli zjeść śniadanie w restauracji, czy na plaży (podobno pierwsze, czym ujęłam Adama po dniu znajomości było to, że wolałam zjeść kanapkę z parówką na plaży niż w domu 😀 ). Zobaczysz, czy on umie poradzić sobie w każdej sytuacji. Czy nie pęka, kiedy trzeba sprawdzić co tak szura za namiotem, albo kiedy panicznie prosisz o usunięcie pająka z twojego pola widzenia. Podróżowanie zdecydowanie pozwala poznać się nie tylko z zewnątrz, ale przede wszystkim pokazuje wnętrze. Zobaczysz jaki on ma stosunek do zwierząt i jak ona reaguje, gdy trzeba przez pół dnia zabawiać czyjeś dziecko. Ogólnie rzecz biorąc, kota w worku nie bierzesz.

Rutyna zabija związek

Czy wiecie, że rutyna zabija? Morduje z zimną krwią kreatywność, pomysłowość, optymizm, otwartość, spontaniczność. Ale najgorsze jest to, że nie oszczędza związków. Czy przypadkiem nie jest tak, że robiąc przez X dni, miesięcy, lat to samo, w tej samej konfiguracji, o tej samej porze, w końcu nie macie ochoty na nic innego? Że przestajecie myśleć spontanicznie? Że wszystkie szalone pomysły zostają zepchnięte na barki dziecinady? Że coraz więcej rzeczy wydaje się „niemożliwe”? Bo rutyna zabija w nas to co najlepsze!

Związek potrzebuje świeżości. Nie wyobrażam sobie tak po prostu ograniczyć się do pracy, wieczornego oglądania telewizji i każdego weekendu w galerii handlowej. Osobiście to nie wyobrażam sobie nawet jednego weekendu spędzonego w galerii handlowej. Ale to już na inny wpis 🙂 Wiecie jak wspólna przejażdżka rowerem za miasto potrafi dodać energii? Jak wspólne odkrywanie nowego miasta przełamuje rutynę? Nawet ta sama herbata, tylko wypita z termosu gdzieś na polanie,  miażdży rutynę. Nie mówię od razu o miesięcznej podróży po Ameryce Południowej, bo zdaję sobie sprawę, że nie każdy może sobie na to pozwolić. Ani o wakacjach co dwa miesiące. Wystarczy zaplanować tak weekendy, żeby zapytanym pod koniec miesiąca o to, co robiłeś, przynajmniej przez 10 minut mieć o czym opowiadać. Bo „stara bida” to najgorsza odpowiedź jaka istnieje.

Jak podróżowanie wpływa na związek?

Pomaga lepiej się poznać. Zwiększa poziom zaufania. Wprowadza ogrom świeżości. Sprawia, że stajemy się bardziej spontaniczni w każdym aspekcie życia. Pozytywne nastawienie do życia wspomaga w gorszych dniach. Dążenie do wspólnego celu poprawia relacje. Nadaje sens życia. Oprócz pary, stajecie się najlepszymi przyjaciółmi.

Poznaliśmy się w drodze autostopem na festiwal podróżniczy. Zaręczyliśmy u podnóża And w Argentynie. W podróż poślubną pojechaliśmy rowerem dookoła Polski. Wspólnie przemierzyliśmy prawie 30 krajów. I patrząc na zapisany kalendarz, nie mamy zamiaru zwalniać. Z pewnością będziemy mieli co wspominać siedząc wspólnie przed kominkiem w domu z bali postawionym gdzieś w Tatrach. Bo wspólne podróże zbliżają.

2 thoughts on “Jak wspólne podróżowanie wpływa na związek? Trochę mądrości, trochę prywaty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *