Podróżowanie w ciąży. Jak to ogarnęliśmy?

podróżowanie w ciąży

Pierwsza ciąża, milion pytań w głowie i niepewności. Do tego jakieś dziwne dolegliwości z kosmosu, wahania nastrojów i pytanie spędzające mi sen z powiek: Czy podróżowanie w ciąży jest ok? Czy w ogóle da się i jak ogarnąć to całe podróżowanie w ciąży?!

Nie napiszę jednoznacznie, czy podróżowanie w ciąży jest ok. Nie powiem Wam, że to nic strasznego, a komplikacje po lotach samolotem to wymysły lasek z forum internetowego. Dlaczego? Bo każda ciąża jest inna, a ja nie mam nic wspólnego z zawodem lekarza. I nie mam prawa mówić Wam co macie robić. Mogę za to opowiedzieć, jak to wyglądało z mojej perspektywy. Opowiedzieć o podróżowaniu w ciąży na swoim przykładzie. Ciąży bez komplikacji, choć cukrzycy ciążowej się nie ustrzegłam.

Nie potrafimy już funkcjonować bez podróżowania. Powiem wręcz, że decyzję o dziecku odkładaliśmy na kolejne miesiące, bo jeszcze jedna podróż na horyzoncie. Ale od początku wiedzieliśmy, że ciąża nie będzie przeszkodą do wojaży, a jedynie poprzeczką, której chętnie stawimy czoło. Z rozsądkiem. I tak, w czasie całej ciąży odwiedziliśmy dwa razy Gruzję, dwa razy Islandię, Norwegię, Ukrainę, Cypr, Wyspy Owcze i trochę polskich rewirów. W sumie podróżowaliśmy w każdym trymestrze zaczynając od 1 tygodnia ciąży. I z perspektywy czasu, najbardziej przyjemne były te w pierwszej połowie II trymestru. W zagranicznych wojażach poddałam się po 30 tygodniu ciąży. Ale po kolei.

Podróżowanie w I trymestrze. Jazda bez trzymanki

I trymestr to w większości przypadków, delikatnie mówiąc, totalny rozpierdziel całej ciebie. Nie do ogarnięcia. Wcześniejsze, codzienne ćwiczenia, siłownie, aktywności wszelakie, włażenia w każdą dziurę na wojażach, zamieniło się w leżenie, spanie, jedzenie samych mandarynek (bo tylko to mogłam przełknąć) i znowu spanie.

Pierwszą podróżą była listopadowa Gruzja. Tylko że tam o ciąży nie wiedziałam. I na szczęście mój organizm jeszcze też nie zdążył się rozkręcić. Zaraz potem przyszła pora na Islandię. Fakt że trochę kiełbasa z makaronem i sosem (flagowe jedzenie na naszych islandzkich tripach) dziwnie smakowało, a po pół godzinie w jakuzzi zrobiło mi się słabo. Ale nadal systemu nie ogarnęłam. Za to norweskie Tromso to już był hardcore. Był grudzień, jakiś 7-8 tydzień ciąży. Nagle okazało się, że ta sama kiełba z makaronem z Islandii, już teraz smakuje jak największe gó…no. Wejście na pobliski szczyt 420 metrów to dla mnie jakiś wyczyn życia, po którym spałabym najchętniej 2 dni. A podbiegnięcie kilkadziesiąt metrów ze statywem dla lepszego ujęcia zorzy polarnej, to ultramaraton. I generalnie słabo, bo był to super wyjazd, z super atrakcjami, a ja nie mogłam się z niego w 100 proc. cieszyć.

podróżowanie w ciąży

psie zaprzęgi tromso

W końcu nadszedł planowany od dawna sylwester we Lwowie. Lekko też nie było. Bo podczas gdy inni robili rundkę po mieście, aby odwiedzić kolejną zajebistą knajpę, ja musiałam wrócić choć na 2 godziny do domu, żeby naładować baterię pod przytulnym kocem. Ale i tak brawo ja, bo w sylwestrową noc dotrwałam do 12, a nawet sporo dłużej.

Zatem tu mogę Wam poradzić, że jeśli w I trymestrze też czujecie się jak ścierki do podłogi, to może warto z dalekimi wojażami poczekać kilka tygodni. Najzwyczajniej dlatego, że za wycieczkę zapłacicie gruby hajs, a i tak najchętniej przesiedziałybyście w hotelu z książką i miską w ręku. Choć z drugiej strony, żadnego wyjazdy z tego okresu nie żałuję. Aktywność pomagała mi trochę zapomnieć o tych dziwnych dolegliwościach.

Podróżowanie w II trymestrze. Dżoana król życia

Przyszedł nowy rok i upragniony II trymestr. Dolegliwości sprzed kilku tygodni zniknęły. Została tylko słaba kondycja po kilku tygodniach leżenia jak zwłoka. I kolejna Islandia na horyzoncie. Każdy dzień był wyjątkowo aktywny, w nogach sporo kilometrów, wieczory długie. Ale wyjazd wspominam jak najbardziej pozytywnie! Zatem rzutem na taśmę w lutym ruszyliśmy na tydzień poszwędać się po Cyprze. Jednego dnia przeszliśmy blisko 20 km, innego leniwie włóczyliśmy się po okolicy. Tak dla zachowania równowagi. I po przejściu tych 20 km czułam się o niebo lepiej niż po 8 godzinach w pracy za biurkiem, gdzie wciąż dokuczał mi ból głowy i permanentne zmęczenie.

Lodowce islandii

W 5 miesiącu ciąży wróciliśmy na chwilę do Gruzji. Głównie po to, żeby nadrobić zaległości z poprzedniego wyjazdu i najeść się gruzińskich przysmaków. Jak na złość, był to też pierwszy wyjazd z rozpoznaną cukrzycą ciążową. A ja pojechałam się, za przeproszeniem, nażreć … I powiem szczerze, że nie licząc najbardziej tłustych potraw, jakoś super nie odmawiałam sobie tych wszelakich dobroci. Bo przy takiej ilości ruchu, cukier nawet nie nadążał dobić do magicznej, nieprzekraczalnej granicy. Także ruch dobry na wszystko!

W tym czasie nie zdradziliśmy też ziemi ojczystej i wybraliśmy się samochodem na kilkudniową wycieczkę po Kaszubach i Borach Tucholskich. Jedyna różnica między wyjazdami przed ciążą, a w ciąży była taka, że zamiast namiotu wybraliśmy noclegi pod dachem.

Jeśli zastanawiacie się zatem, kiedy najlepiej podróżować w ciąży, to II trymestr jest wyborem idealnym!

Podróżowanie w III trymestrze ciąży. Mierz siły na zamiary

Ja początkowo tego nie ogarnęłam. Rozentuzjazmowana po wojażach z II trymestru, nie sądziłam, że w III, z każdym tygodniem będzie coraz gorzej. Z przerażeniem zauważałam, że wraca do mnie jak bumerang zmęczenie znane mi z początkowych tygodni. Do tego doszło kilka kilogramów, puchnięcie stóp w czasie dłuższego siedzenia w samolocie i zanik umiejętności zawiązania samemu buta 😀 Ale i tym razem brawa dla mnie, bo Wyspy Owcze ogarnęłam wzorowo 🙂 Może i chodziłam wcześniej spać i nie wlazłam na każdy szczyt, ale trochę tych kilometrów narobiłam! A do tego przetrwałam 8 dni trzymając dietę. Co do godziny! No i zapas endorfin i świeżego powietrza uzupełniony przynajmniej na kilka tygodni.

podróżowanie w ciąży

podróżowanie w ciąży

Zatem mierząc siły na zamiary, przed kolejną Islandią, poddałam się bez walki. Był to 31 tydzień ciąży. Ja zatem wylegiwałam się na ogródku na polskiej ziemi, a Adaś dzielnie pokazywał piękno Islandii kolejnym pozytywnym wariatom.

Na sam koniec, w 35 tygodniu postanowiliśmy uskutecznić ostatnią podróż we dwójkę. Na spokojnie, bez spiny. Wybraliśmy się zatem na kilka dni na północ Polski, pozwiedzaliśmy Olsztyn i Frombork, wygrzaliśmy się nad polskim morzem, spacerowaliśmy wzdłuż wybrzeża i generalnie chill. Jak nie my 😀

 

Tak więc III trymestr na podróże zdecydowanie TAK, tylko że na spokojnie i zgodnie z tym, co próbuje Wam przekazać organizm. Tu nie ma co kozaczyć! Mi generalnie podróże w każdym trymestrze baaardzo służyły. O wiele lepiej czułam się po przejściu 10 km niż siedzeniu 2 godziny przed biurkiem. I fizycznie i psychicznie. Więc w swojej ciąży uważam podróże jako wskazanie medyczne 😀

Nie wiem, czy to wynika z dużej aktywności w ciąży, długich spacerów nawet nieświadomie w dniu porodu, czy łaskawości Matki Natury, ale owy poród okazał się być szybką 2-godzinną akcją, po której na świat przeszła mała Podróżniczka Laura 🙂

Podróżowanie w ciąży – złote rady kobiety po przejściach

Po pierwsze i najważniejsze. Nawet jeśli czujecie się dobrze i wszystko z waszym stanem błogosławionym jest ok, każdą podróż skonsultujcie ze swoim lekarze. Tylko broń Was Boże nie z kobietami z forum, gdzieś na krańcach internetu. Kilka razy weszłam, kiedy coś mnie niepokoiło i mało zawału nie dostałam.

Po drugie, mierzcie siły na zamiary i nauczcie się odpuszczać! Jeśli przed ciążą wdrapanie się na 5-tysięczny szczyt nie było dla Was problemem, nie oznacza to, że teraz będziecie też skakać po górach jak kozice. Najpierw warto przetestować swoje siły na mniej wymagającym terenie. Będąc na Wyspach Owczych, w czasie trekkingu dochodziłam do pewnego momentu i mimo że wiedziałam jak piękny widok czeka mnie na końcu, kończyłam w połowie drogi. Przeanalizowałam, że może i mam siłę iść dalej, ale muszę jeszcze jakoś wrócić.

Po trzecie, woda i jedzonko zawsze warto mieć przy sobie. Głodzić małego podróżnika nie można, a tym bardziej doprowadzić do odwodnienia. No i taki zestaw zawsze pomaga, gdy zrobi Wam się słabo, a to niestety też się zdarza, czasem w najmniej oczekiwanym momencie.

Podczas lotu samolotem generalnie nigdy nie miałam jakiś dziwnych dolegliwości. Wszystkie loty, a było ich łącznie 13, przebiegły bez problemów. Choć im dalej tym gorzej z wysiedzeniem w miejscu. Głównie przez puchnięcie nóg. Warto zatem zająć miejsce od przejścia i czasem zrobić sobie przechadzkę po pokładzie.

Wybór kierunku podróży ma znaczenie. Wielokrotnie mignęły mi przed oczami kozackie promocje lotów np. do krajów afrykańskich i o zgrozo do wymarzonego przez nas Nepalu, czy np. takiego Peru. Normalnie zapewne potwierdzenia rezerwacji już czekałyby na mailu. Ale rozsądek wziął górę. Po pierwsze wojaże do Afryki wymagają specyficznych szczepień i koniec kropka. A w ciąży niekoniecznie są takowe wskazane. W przypadku Nepalu, czy wspomnianego Peru, zrezygnowaliśmy ze względu na wysokość n.p.m. W ciąży 2 tys. metrów jest raczej tą bezpieczną granicą, a jednak w tamtych rejonach jest troszkę wyżej. Poza tym, co mi po Nepalu, jeśli nie miałabym siły na wymagający trekking.

Zatem podsumowując, ciąża absolutnie nie wyklucza was z podróżowania. Zwłaszcza jeśli wojaże są ważną częścią waszego życia. Rady specjalistów swoją drogą, ale przed ciążą sama szukałam relacji zwykłych kobiet, które podróżowały w ciąży. I każda z tym relacji mnie mocno podbudowywała. Zatem, jeśli tylko zdrowie wam pozwala, pakujcie walizki i jedźcie! Najważniejsze, aby obserwować siebie i dopasowywać charakter wyjazdu do danego etapu ciąży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *