Rowerem po Białołęce też spoko

Czy piękne widoki, cisza, spokój i odgłosy natury to jedynie atrybut odległych zakątków ziemi?! Czy naprawdę muszę jechać 500 km, żeby napić się zimnego piwa w plenerze? Niekoniecznie. Całym rokiem podróżować się nie da (zazdroszczę tym, którym to się udaje). Praca, pusty portfel i milion innych przeciwności losu. Oczywiście wiele jest osób, które w nosie mają przeciwności, rzucają pracę, sprzedają psa i ruszają w podróż życia. Jakby któryś chciał mi dać część swojej odwagi, to nie pogardzę:) Ale wróćmy do tematu, bo póki co pracy nie zamierzam rzucać:). Powiedzmy, że połowa urlopu została już wykorzystana, a druga połowa czeka na zaplanowany już wyjazd. No i co teraz?! Siedzieć w domu i ze spakowanymi walizkami czekać trzy miesiące na upragniony wyjazd na drugi koniec świata? A może by tak w między czasie poodkrywać ten najbliższy świat?

Rower to chyba najlepszy wynalazek istoty myślącej. Któż nie lubi tego uczucia wolności i wiatru we włosach szosując na dwóch kółkach? I właśnie to genialne urządzenie pozwala nam odkrywać piękno podwarszawskiej przyrody. Brak miejskiego zgiełku, smrodu spalin, niekończących się korków, pędzących w niewiadomym celu ludzi i poirytowanych kierowców autobusów. Tylko las z kwitnącymi właśnie drzewami, śpiew ptaków i szelest opon mknących po szutrowej drodze.

Mieszkanie na Białołęce ma taki plus, że wystarczy 5 minut, a już siedzę nad Wisłą kompletnie nie czując, że kilka kilometrów dalej, tam w centrum Warszawy ludzie depczą sobie po piętach biegając po galeriach handlowych. Jadąc co dzień  po wale wzdłuż Wisły widać jak przyroda zmienia się każdego dnia. Zieleń coraz bardziej soczysta, ptaki coraz śmielsze. Błoto z przesyconej deszczem ziemi znika, więc w końcu można skręcić w las. A tam kolejne cuda. Sarny przecinające drogę, wiewióry skaczące po drzewach, ukryte stawy pełne żab i tajemnicze pozostałości budowli porośnięte już mchem.

1 maja to magiczna data, kiedy uruchamiany zostaje prom przecinający Wisłę co 20 minut. Wsiadasz więc z rowerem pod pachą i po 10 minutach znajdujesz się w okolicach Łomianek. A tam setki hektarów lasów, szlaków, miejsc przygotowanych do grillowania. Las Młociński, Kampinowski Park Narodowy i kilka innych połaci pokrytych krzakami, gdzie spędzam każdą wolną chwilę. A to wszystko po to, żeby choć w części poczuć tą wolność, jaka towarzyszy mi podczas każdego wyjazdu. Tą beztroskę i pełen relaks osiągam już po kilku kilometrach przejechanych lasem. Banan z twarzy nie schodzi, a efekty pozytywnego zmęczenia utrzymują się przez resztę dnia. Pozostaje więc wsiadać na rower i ruszać w plener. Zostało jeszcze sporo do odkrycia.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *