“Nic mi się nie chcę”. I co dalej?

Green Velo Mazury

Generalnie, każdy ma chwile słabości. Zarówno zwykły Kowalski usiądzie czasem przed telewizorem i stwierdzi, że totalnie nic mu się nie chce, jak i Elon Musk opadnie na kanapę i pitoli robotę. I to jest ok. Chyba, że taki stan jest permanentny. Oznacza to, że albo jesteś leniwy, zestresowany, albo to objawy depresji. Tej trzeciej nie tykam, bo to jednostka chorobowa i nie ma co się wymądrzać. Ale na pewno trzeba coś z tym zrobić.

Z pewnością masz chwile, kiedy w głowie piętrzy się piramida zajęć do wykonania, a ty masz ochotę po prostu leżeć i posłuchać muzyki. Czy co tam robisz dla zrelaksowania się. I fajnie. Taka chwila jest potrzebna. A co więcej, myślę, że to w pewnym sensie mechanizm obronny organizmu, który jest przemęczony i potrzebuje resetu. A organizmu słuchać trzeba, bo to mądra bestia. Proponuję zatem najnormalniej w świecie odpocząć. Wyjechać na weekend, pochodzić po lesie, pojeździć na rowerze, odciąć się od mediów społecznościowych i tradycyjnych. Zwłaszcza obecnie, te drugie nie przyniosą ni krzty powiewu świeżości. A może to tak prozaiczna przyczyna, jak zła pogoda, albo niskie ciśnienie? Z tym łatwo sobie poradzisz. Mocna kawa, dobra książka (jak nie chce ci się czytać, to pooglądaj obrazki) i hej ho pod koc. Przynajmniej będzie przyjemnie.

Stres zabija kreatywność!

Może to, że nic mi się nie chcę, to kwestia złej organizacji czasu? Albo co gorsza stresu, który z poziomu podświadomości wysysa z ciebie całą energię. Każdego poranka wstajesz z określoną porcją życiowej energii. To taka bateria naładowana w czasie snu, która powinna starczyć ci do wieczora. No chyba że jesteś niemowlakiem. Jednak nie dziwmy się, że nie masz energii już w połowie dnia, jeśli twój organizm wciąż walczy ze stresem. Jesteś stale w trybie czuwania. Nie wiem czy wiesz, ale adrenalina, czy kortyzol produkowane w czasie stresującej sytuacji, to genialny wymysł natury, dzięki któremu nasi przodkowie mogli ratować życie, gdy zaatakował ich mamut. Dziś już nie biegamy z dzidami, nie musimy walczyć z niedźwiedziem o miejsce w jaskini, a mechanizm pozostał. I o ile jego krótkotrwałe działanie było pożyteczne i ratowało życie, o tyle przewlekły stres, to życie nam odbiera. Na poziomie fizycznym i psychicznym. Jeśli zatem każdego dnia masz wyrzuty, bo nic ci się nie chcę, najpierw zastanów się, czy przypadkiem nie walczysz właśnie z jakimś problemem, który siedzi ci w głowie. W pierwszej kolejności trzeba będzie pomyśleć nad jego rozwiązaniem. Bez tego ci się nie zachce.

Zobacz też: Gorzej być nie może. Czyżby?

I jest jeszcze jedna przyczyna, jaką zauważam. Im masz więcej wolnego, niezagospodarowanego czasu, tym bardziej ci się nie chce. Czy nie jest to dziwne, że po całym dniu zajęć, wieczorem mam ochotę robić coś ambitnego bardziej, niż kiedy snuje się po domu cały dzień bez celu? Tu jedyną radą, jest znaleźć sobie zajęcie i nie pozwolić na zbyt długą nudę. Pasja, praca (najlepiej fizyczna), aktywność na świeżym powietrzu.

Niezależnie od przyczyny, życzę wam, aby każdemu się zachciało. Bo tylko działaniem zmienisz swoje życie. Choćby i minimalna aktywność każdego dnia będzie lepsza, niż totalna bierność. Nie stawiaj przed sobą wielkich i ambitnych zadań, jeśli nie jesteś w stanie póki co wykonać małego kroku. To jeszcze bardziej pogłębi zniechęcenie. Kropla drąży skałę.

Fajnie, że jesteś! Czołem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *